Pielgrzymka do Lourdes i La Salette

Uwaga, otwiera nowe okno. Drukuj

OSTROWSKIE PIELGRZYMOWANIE

 

Kiedy miasto Ostrów noc ciemna okryła,

Z dużego parkingu wycieczka ruszyła.

Dokąd och, a dokąd o tak późnej porze

Jedziecie ludziki, czyżby gdzieś nad morze?

Cel nasz bardziej wzniosły niż moczenie ciała,

Jedziemy do Matki, która ukazała

Się dzieciom w La Salette i Lourdes grocie wielkiej,

By prośby swe złożyć, ofiarować serce.

Jeszcze tylko Dziekan nam pobłogosławił

I w daleką drogę wszystkich nas wyprawił.”

 

Cytuję fragment „poematu” Joanny, chcę opowiedzieć pokrótce o naszej pielgrzymce do Lourdes i La Saletee, którą zorganizowali nasi kapłani - ks. Arkadiusz Ryłka z parafii Wniebowzięcia NMP i ks. Krzysztof Łapiński z parafii Chrystusa Dobrego Pasterza oraz pani Danuta Umińska.

Wyruszyliśmy na pielgrzymkę (50 osób), każdy ze swoimi intencjami. Nocne podróżowanie wszyscy znieśli dobrze, ranek powitał nas w Kudowie. Modlitwa w Kaplicy Czaszek w Czermnej pogłębiła nasze skupienie, przypominała, że całe ziemskie życie jest pielgrzymowaniem. Utwierdza nas w tym wizyta w Altötting, w Niemczech, gdzie weszliśmy do Kaplicy Łaski ”Naszej Miłościwej Pani”, a w kościele św. Konrada uczestniczyliśmy z przejęciem we Mszy św. Mediolan był blisko. Wszyscy chcieli przeżyć wielkie zachwycenie, prawie się udało. W deszczu Mediolan też wygląda zjawiskowo. Schronienie dała nam wspaniała gotycka katedra i Galeria Wiktora Emanuela II.

Z wielką miłością otoczyły nas swoimi ramionami góry. Droga do La Salette na pewno pozostanie w mojej pamięci! Odczucia towarzyszące jej odnotował każdy z pielgrzymujących. Naturalne piękno tego miejsca urzekło nas. Prawie nie myśleliśmy o tym, że góry są nie tylko piękne, ale też groźne.„Zbliżcie się moje dzieci, nie bójcie się”. Te słowa Matki mogliśmy przecież odnieść do siebie. Pokonaliśmy drogę dostępną kiedyś „co najwyżej dla mułów”. Dostojne i groźne piękno wysokich gór oswajała zieloność traw, drzew i wielobarwnej roślinności. Wyzłocone słońcem La Salette przyjęło nas wzruszonych. Pokonuję schodki ze ściśniętym gardłem i nie jestem w tym odosobniona. Niech tam, mogę sobie nawet popłakać. Woda, nieprzerwanie płynąca ze źródełka, jest zimna i dobra. Patrzę na postać „Pięknej Pani”, tak nazwały Ją dzieci. Majestatyczna w swoim pięknie i cierpieniu, skłania do rachunku sumienia: „Chcąc by mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona ustawicznie Go o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie”. Aż boli świadomość własnej małości wobec miłości matczynej. Mszę św. przeżywamy w rozmodlonym skupieniu. Później jest jeszcze parę chwil na zapamiętanie wnętrza sercem, przy pomocy aparatu też.

Następny dzień jest niecierpliwie oczekiwany. Lourdes dla niektórych to marzenie życia! Pogoda nas niepokoi, pada deszcz. Do celu jest jednak jeszcze sporo kilometrów, może będzie ładniej. Modlę się o to gorąco. Schodzę pokornie z wysokości oczekiwań, nie proszę o wyzłocenie słońcem nieba, proszę, żeby deszcz nie był duży. Duży nie pada! Radosną niespodzianką jest spotkanie księdza Mariusza Bartosiaka, który jest kolegą z roku naszych kapłanów (ks. Arkadiusza Ryłki i ks. Krzysztofa Łapińskiego). Kapłani odprawiają Mszę w kaplicy św. Gabriela. Ogarnia mnie ciepłe, spokojne wzruszenie. Pozwalam się wymknąć spod okularów kropelce, to pewnie jest ta „cicha łza”. Wiem, że Matka ją przyjmie. To spokojne wzruszenie towarzyszy mi przed domem Bernadetty i Grotą Massabiele. Rozmyślam o tym, jak przejęta tym, co się dzieje i czego doświadcza musiała być ta młoda dziewczyna. Nabieram wodę, nie idzie mi to sprawnie, a inni tez czekają. Gdy myślę, że nie mam dużo butelek, przypominają mi się słowa usłyszane kiedyś w innym miejscu. Jest w nich głęboka prawda: wystarczy kropla wody, gdy ma się wiadro wiary.

O procesji ze świecami słyszałam. Jakich użyć słów, żeby oddać towarzyszące jej przeżycia? Ludzi jest naprawdę dużo. Śpiewamy, niesiemy świece wysoko. Małe płomienie rozpalają się. Matka Boska zdaje się zstępować do wszystkich zgromadzonych. Przejmuje do głębi widok chorych, którzy o własnych siłach iść nie mogą. Wielu z nich, ufam, dozna ulgi w cierpieniach i uzdrowienia. Na to miejsce mamy na pewno za mało czasu! Wystarczyło go jednak na nasze przemienienie, oby było trwałe.

Jeszcze tylko coś dla ciała - Nicea, Cannes, Grasse, Monako i Monte Carlo. Na terenie Czech zwiedzamy Skalne Miasto i pozostajemy pod wrażeniem trochę surowszego piękna.

Obiecuję sobie ćwiczyć wybaczanie, tolerancję, trwać w miłości bliźniego. Utwierdza minie w tym Msza św., którą na zakończenie pielgrzymki odprawiają kapłani. Mijamy ukwiecone makami i chabrami pola; świeci słońce. Wracamy odmienieni i pełni duchowych przeżyć.

Wanda Sobolewska